PKT RSS

PKT's Inspire Antarctic Expedition 2008

Update from Antarctica

24th March, 2008

Witam serdecznie Postaram sie w kilku slowach opisac to co zobaczylem nowego, a o czym nie wspomnialem w poprzednim blogu. Gdy pisalem poprzednim razem doplywalismy do Antarktyki, teraz piszac jestem na Antarktydzie. Opisalem swoje wrazenia z widoku jednej gory lodowej, ktore byly niesamowite, to nie wiem co mam napisac gdy zobaczylem w jednym czasie dziesiatki, setki mniejszych i wiekszych gor lodowych, plywajace kry lodowe o roznych rozmiarach, a na nich wygrzewajace sie foki, plywajace pingwiny, orki, przyznam ze jest trudno dobrac slowa, ktore pozwola oddac to co sie czuje widzac tak niesamowite rzeczy. Po dotarciu do Antarktydy zeszlismy na lad i ponowne zaskoczenie, widok niesamowity, ktory pozwola mi stwierdzic ze znalazlem sie w najpiekniejszym miejscu na swiecie, wygrzewajace sie na sloncu foki, a pomiedzy nimi biegajace malutkie przepiekne pingwiny, bylo ich tak duzo ze az trudno byloby je zliczyc. Zycze kazdemu na swiecie , aby mogl na wlasne oczy zobaczyc to co ja widzialem, bo jest to cos co sie zapamieta do konca zycia. Kolejna jedyna swego rodzaju przygoda bylo na pewno nocowanie w namiotach na ladzie w temperaturze grubo przekraczajacej ponizej zera, tak naprawde prawie caly dzien zajelo nam przygotowanie do tej wyprawy, ale warto bylo. Aktualnie oplywamy poszczegolne wyspy, oczywiscie schodzac na lad, zblizajac sie powoli do drogi powrotnej, ktora zajmie nam okolo pieciu dni, bo niestety te okolo 90 godzin podrozy, o ktorej pisalem w poprzednim blogu to bylo dotarcie tylko do Antarktyki, a wiec czas wracac i tym optymistycznym akcentem zakoncze moj kolejny blog.

Pozdrawiam. Marcin Durzynski

Update from Antarctica

18th March, 2008

Witam serdecznie Mam przyjemnosc nareszcie podzielic sie swoimi przezyciami z Expedycji na Antarktyde 2008. Cala podroz liczac od momento wylotu z Krakowa zajela nam 90 godzi ( 42 godziny liczac razem z przesiadkami samolotami i 48 godzin statkiem). Pierwszy dzien po przybyciu na Ushuaia zaczal sie od wedrowki w gory na wysokosci 1024 m, caly zespol liczacy 70 osob zostal podzielony na 6 grup majacych swoich kapitanow i nie bylo to przypadkowe, poniewaz po poludniu zostaly zorganizowane warsztaty dotyczace wlasnie pracy zespolowej na bazie przezyc z wedrowki. Dzien drugi od samego rana byl zwiazany z przygotowaniami zwiazanymi z wyplynieciem statkiem Ushuaia na Antarktyde. O godz. 15 mielismy zameldowac sie w porcie, nastepnie odprawa paszportowa, wspolne zdjecia, krotkie szkolenie na temat bezpiecznego zachowania na statku, proby alarmowe i krotko po godz. 18 odbijamy z pieknego miasta Ushuaia. Rejs zaczal sie od lampki szampana oczywiscie za pomyslne dotacie. Ja zostalem przydzielony do kabiny razem z Joakimem ze Szwecji. To jest moja pierwsza podroz statkiem i wiem juz co to znaczy choroba morska. Niedziela uplynela spokojnie, posilki przeplataly sie z warsztatami, szkoleniami i ogladaniem filmu dotyczacego oczyszczanie Antarktydy ze zlomu. I mamy poniedzialek 17 marca. Rano szkolenie, pozniej obiad i UWAGA informacja o zblizajacej sie gorze lodowej w nasza strone. Wszyscy chwycili za aparato, kamery i na poklad. Wychodzac drzwiami na poklad zobaczylem doslownie 30 metrow od statku wielka, zapeirajaca oddech gore lodowa. To co zobaczylem pozniej w restauracji, uswiadomilo mnie w tym ze nie tylko na mnie zrobilo to piorunujace wrazenie, w zasadzie wszyscy przy spokojnej muzyce siedzieli i opisywali swoje przezycia zwiazane z tym co zobaczyli. Na koniec dodam tylko ze doplywamy na miejsce, jutro schodzimy na lad. Pozdrawiam serdecznie. Marcin Durzynski.

Marcin Durzynski joins IAE 2008

17th February, 2008

Marcin’s initial thoughts on climate change…

[…]all light bulbs I would change for low energy light bulb.